Idę sobie, bo ja lubię chodzić. Raz jedną stroną ulicy, raz drugą, a czasami środeczkiem. Bo jak ma się ochotę, a wieczorkiem pusto, i gdy się nie boi, że coś ochlapie, przejedzie, to trzeba się przejść i środeczkiem, poużywać sobie, a co.
Idę sobie i idę, a droga się nie kończy, bo tu skręcę, żeby jeszcze przed dom nie zajść, tam zawrócę, gdzie indziej zwolnię, bo chociaż powinienem, to nie chce mi się wracać jeszcze do spokojnego domu rodzinnego, przytulnego i pełnego miłości. Dobrze mi tutaj, jak idę. Nieważne, czy ciepło, czy zimno, sucho czy mokro, bo nie wiem nawet jak jest, nie zwracam uwagi, po prostu przyjemnie, a to nie od pogody zależy, a od chodzenia.
Zwłaszcza, gdy palec wskazujący ze środkowym sklejony jest papierosem, to tak się lepiej człowiek czuje, tak mu raźniej, samotny nie jest. Z dymem pobawić się można, żarowi w gorące ślepie spojrzeć, potarmosić trochę, trochę popieścić ciemnożółty filtr. Pięcioliterowy napis, lekko wygięty, przeczytać, czasami dziewięcioliterowy, ładną czcionką wypisany. Dym buzią wydmuchnąć, raz szeroko otwartą, raz prawie w ogóle, to z lewej, to sprawej strony dmuchając. Innym razem nosem, albo buzią i nosem naraz, albo jedno po drugim, albo jeszcze inaczej, na odwrót - przed drugim jedno. I lepiej człowiekowi, bo i pomyśleć ma z kim, a to też jest przecież ważne, zwłaszcza jak się tak chodzi.
Chociaż człowieka by się nie chciało teraz mieć u boku, bo gadałby coś i niecoś, i tupałby dodatkowo, a najlepszym tupaniem jest tupanie dwóch butów - każdego po kolei, zharmonizowane perfekt z myślami i z dymem. Nawet gdy ujrzy Pawełek jakiegoś człowieka, co na rowerze jedzie z siatami czy idzie z siatami - ale nie sobie jedzie bądź sobie idzie, bo jakby tak bardziej tym siatom jedzie bądź idzie - to męczy to Pawełka strasznie, bo co ja mam zrobić, gdy spokojnie sobie myślę, a tu przemieszcza się taki ktoś, kto nawet nie sobie się przemieszcza, a mi to już w ogóle, bo mąci mój spokój i muszę jemu bardziej chwilę pomyśleć, czego do myślenia sobie nie wliczam. Bo jak myślę o marzeniach moich, książkach moich, przyjaciołach moich, dziewczynie mojej, świecie moim, to przecież sobie myślę, bo to wszystko moje. A taki z siatami człowiek to nie jest mój ni chu chu - ani nawet swój nie jest, tylko tych siat bardziej. A fe, Pawełka to drażni, bo myśli taki, że jak on sobie nie jest, to i Pawełek nie jest sobie, mimo, że siat nie ma, ale przecież coś tam w kieszeni, coś za pazuchą na pewno się kryje, i temu Pawełek jest, więc można mu przeszkadzać.
Jak tu się nie denerwować, kiedy nawet sobie być nie można. Podstawowe bycie przecież, a tu masz - takich, co nie wiedzą o tym i samemu sobie nie będąc przeszkadzają innym bytom realizować swą… powinność niejako. Są siatom i tym podobnym rzeczom, bo ich ktoś takiego bycia nauczył, takie bycie wpoił, żeby swoje bycie sobie realizować. Złe bycie sobie wymyślił, obrał, bo odprowadza innych od bycia sobie - tak, że w końcu zdaje im się, iż bycie siatom jest ich sobie byciem.
Idę sobie i idę, a droga się nie kończy, bo tu skręcę, żeby jeszcze przed dom nie zajść, tam zawrócę, gdzie indziej zwolnię, bo chociaż powinienem, to nie chce mi się wracać jeszcze do spokojnego domu rodzinnego, przytulnego i pełnego miłości. Dobrze mi tutaj, jak idę. Nieważne, czy ciepło, czy zimno, sucho czy mokro, bo nie wiem nawet jak jest, nie zwracam uwagi, po prostu przyjemnie, a to nie od pogody zależy, a od chodzenia.
Zwłaszcza, gdy palec wskazujący ze środkowym sklejony jest papierosem, to tak się lepiej człowiek czuje, tak mu raźniej, samotny nie jest. Z dymem pobawić się można, żarowi w gorące ślepie spojrzeć, potarmosić trochę, trochę popieścić ciemnożółty filtr. Pięcioliterowy napis, lekko wygięty, przeczytać, czasami dziewięcioliterowy, ładną czcionką wypisany. Dym buzią wydmuchnąć, raz szeroko otwartą, raz prawie w ogóle, to z lewej, to sprawej strony dmuchając. Innym razem nosem, albo buzią i nosem naraz, albo jedno po drugim, albo jeszcze inaczej, na odwrót - przed drugim jedno. I lepiej człowiekowi, bo i pomyśleć ma z kim, a to też jest przecież ważne, zwłaszcza jak się tak chodzi.
Chociaż człowieka by się nie chciało teraz mieć u boku, bo gadałby coś i niecoś, i tupałby dodatkowo, a najlepszym tupaniem jest tupanie dwóch butów - każdego po kolei, zharmonizowane perfekt z myślami i z dymem. Nawet gdy ujrzy Pawełek jakiegoś człowieka, co na rowerze jedzie z siatami czy idzie z siatami - ale nie sobie jedzie bądź sobie idzie, bo jakby tak bardziej tym siatom jedzie bądź idzie - to męczy to Pawełka strasznie, bo co ja mam zrobić, gdy spokojnie sobie myślę, a tu przemieszcza się taki ktoś, kto nawet nie sobie się przemieszcza, a mi to już w ogóle, bo mąci mój spokój i muszę jemu bardziej chwilę pomyśleć, czego do myślenia sobie nie wliczam. Bo jak myślę o marzeniach moich, książkach moich, przyjaciołach moich, dziewczynie mojej, świecie moim, to przecież sobie myślę, bo to wszystko moje. A taki z siatami człowiek to nie jest mój ni chu chu - ani nawet swój nie jest, tylko tych siat bardziej. A fe, Pawełka to drażni, bo myśli taki, że jak on sobie nie jest, to i Pawełek nie jest sobie, mimo, że siat nie ma, ale przecież coś tam w kieszeni, coś za pazuchą na pewno się kryje, i temu Pawełek jest, więc można mu przeszkadzać.
Jak tu się nie denerwować, kiedy nawet sobie być nie można. Podstawowe bycie przecież, a tu masz - takich, co nie wiedzą o tym i samemu sobie nie będąc przeszkadzają innym bytom realizować swą… powinność niejako. Są siatom i tym podobnym rzeczom, bo ich ktoś takiego bycia nauczył, takie bycie wpoił, żeby swoje bycie sobie realizować. Złe bycie sobie wymyślił, obrał, bo odprowadza innych od bycia sobie - tak, że w końcu zdaje im się, iż bycie siatom jest ich sobie byciem.
tekst - mistrzostwo, bardzo mi się podoba ;)
OdpowiedzUsuń