Siedzę w fotelu - szerokim, głębokim, wygodnym niezmiernie i takoż starym - książkę trzymam w dłoniach, czytać się staram, ale nagle w ramię mnie ktoś puka, a to - myśli. Nachodzą mnie znowu myśli okrutne, spokoju niedające, umysł i serce, duszę dręczące. Tym razem rozmawiać chcą ze mną - rozmawiać? ba! dywagować, deliberować wręcz - na temat tego, że czytam. Skoro już czytam, to temat się, uważają, tak sam przez się i z siebie i przez siebie samego narzucił, więc wykorzystać go trzeba, skoro już jest, żeby się biedny nie zmarnował.
I pytają się mnie myśli, jak to jest, że ja czytam. Mówię im, że lubię czytać, więc czytam. Ale jak to jest, że ja lubię - one na to. To ja, że nie wiem, po prostu lubię i już. One dalej: jak to jest, że ja mogę czytać, że mam zdolność taką? Ja na to, że mam oczy, to mogę - i tyle. To teraz dzielą się ze mną refleksją, jakie to pismo niesamowite, i to, że człowiek czytać umie tak samo.
Zirytowały mnie już tymi dysputami swymi myśli moje, bo Pawełek nie lubi, gdy mu ktoś czytać przeszkadza, bo on to naprawdę lubi. Zdenerwowały, czy nie, coś w Pawełku poruszyły. Zrazu to się na takie pytania protekcjonalnym spojrzeniem reaguje i tyle, kropka, bo co one jakieś nienormalne, że tak pytają, głupie to przecież pytania. Ale po chwili to już się zmienia nieco postać rzeczy i punkt widzenia, jak się pomyśli i przemyśli, no bo rzeczywiście niezwykły to wynalazek, to pismo. I zdolność odczytywania go podobnie cudowna umiejętność. I jak to jest, że jeden coś napisze, drugi przeczyta i już w głowie ma część tego, co ten pierwszy ma w głowie. I też może napisać i przekazać komuś trzeciemu, albo pokazać mu, co pierwszy napisał i on, ten trzeci, też będzie to miał. A ciekawe też to, że niby wszyscy trzej w głowach wtedy to samo mają, przynajmniej w części jakiejś, ale każdy inaczej tę część rozumieć może, inaczej odbierać, i robi się z tego samego co innego, zależnie do czyjej głowy wpadnie.
A wtedy pytanie, czyje jest prawdziwe. Bo niby u każdego świat przedstawia, ale jak każdy inną ma wersję, bo stworzył sobie taką niejako, przeobraził, łącząc z tym co miał wcześniej, to nie znaczy chyba, że trzy światy już istnieją, no bo gdzież by tam, w takie bzdury to Pawełek nie uwierzy. A może jednak? - pytają myśli.
Ciekawe to, ale trudne, za trudne i może nawet niepotrzebne takie rozważania, bo po co to komu, żyć sobie po prostu trzeba i tyle. A nie poddawać w wątpliwość może jeszcze to, że w ogóle się żyje. Jakie to poza tym wszystkim okropne zwracanie się przeciwko Panu Bogu Jedynemu Wszechmogącemu, bezczeszczenie Stwórcy, Sprawiedliwego, a tak młodzieżowo to by można powiedzieć: Zajebistego, czy nawet Wyjebanego W Kosmos, bo przecież należy mu się pochwała, za to chociażby, że takiego Pawełka stworzył, bo tatuś z mamusią to by nie wystarczyli, no gdzie tam, siostra Iwona przecież nauczała w podstawówce, słuchało się grzecznie, to się teraz wie.
Leżę w łóżku, światło już zgaszone, nie przeszkadza, i znowu myśli mnie nawiedzają. Ale teraz się cieszę, bo lubię sobie z nimi porozmawiać, gdy spieszyć się nie muszę, tylko błogo w łóżeczku leżę. Teraz, o dziwo, nie pytają o leżenie bądź myślenie, lecz o dobro i życia sens i takie niełatwe pytania zadają, niebłache poruszają tematy. Po co Pawełek żyje? Siostra Iwona mówiła, że żyje się po to, żeby zbawienia dostąpić, żeby potem żyć wiecznie. Dobrym oczywiście być trzeba wcześniej, przykazania wypełniać, modlić się. Pawełek stara się bardzo, na niebo liczy, bo przecież zasługuje. Co z tego, że papierosy pali? Księża też palą. Napić też się lubi, ale nikt od tego nie stroni, bo co w tym złego, że jak humor ma się nie ten, jak coś gryzie, to sobie człowiek wleje trochę do gardła? Lepiej się poczuje przynajmniej, jak modlitwa nie wystarcza. Albo, gdy jest co świętować, to trzeba oblać, na przykład klasówkę zaliczoną, bo przecież się zasłużyło, bo się nauczyło, albo ściągnęło, ale to też jakiś wysiłek, pomyśleć, pokombinować trzeba.
A to życie wieczne to po co? - pytają dalej. No, tego to już Pawełek nie wie. Ale co to za pytanie. Takich pytań się nie zadaje. Bo wiadomo, że nie będzie co odpowiedzieć. To księdza trzeba się pytać. Chociaż też się nie powinno, bo jeszcze nie będzie wiedział, co rzec i głupio mu się zrobi, i winnym się poczuje, a on przecież boską misję wypełnia.
Z drugiej strony, może to jednak dobre pytanie? No bo rzeczywiście, jakiś sens powinno to wszystko mieć. No, ale to takie wydaje się nierealne, żeby się żyło po śmierci, bo śmierć to jednak śmierć. I jeszcze na wieczność, żeby się żyło. To też nie pasuje, bo i człowiek nie zawsze istniał na Ziemi.
Za trudne to tematy i po co w ogóle te rozmyślania. Uciekam w miłość. O mojej dziewczynie pomyślę. O, lepiej teraz, milej, przyjemniej, cieplej od razu. Po co mam rozważać te problemy egzystencjalne, nawet jeśli bym odpowiedź znalazł, co już mało się wydaje możliwe, bo mądrzejsi próbowali, ale nawet jeśli, to co to da? Szczęśliwszy Pawełek będzie? No chyba nie, więc czy nie lepiej się skupić na tych doczesnych sprawach, takich jak miłość chociażby? Przecież miłość nie jest zła, siostra Iwona kazała, żeby kochać - tak, jak Bóg nas kocha. A nawet jak piekłem ksiądz pogrozi, to właściwie co z tego? Pewności nie ma, że się do piekła pójdzie, nawet ksiądz tego wiedzieć nie może, gdzie Pawełek pójdzie, bo może łaski dostąpi - za to, że bardzo będzie kochał - i do nieba pójdzie. A zresztą, gdzie by nie poszedł, to przynajmniej tu, na Ziemi, teraz, za życia doczesnego będzie szczęśliwy: w tej miłości i dzięki niej.
Zabijają się ludzie, wykorzystują nawzajem, gwałcą, okłamują, złe rzeczy czynią, świat psują, niszczą, Boga nie widać, nie tak, jak w zakonie siostry Iwony. Uciekam w miłość. Miłość do drugiego człowieka. Tam nie ma takich problemów, jest błogo, jest dobrze - jest szczęście.
I pytają się mnie myśli, jak to jest, że ja czytam. Mówię im, że lubię czytać, więc czytam. Ale jak to jest, że ja lubię - one na to. To ja, że nie wiem, po prostu lubię i już. One dalej: jak to jest, że ja mogę czytać, że mam zdolność taką? Ja na to, że mam oczy, to mogę - i tyle. To teraz dzielą się ze mną refleksją, jakie to pismo niesamowite, i to, że człowiek czytać umie tak samo.
Zirytowały mnie już tymi dysputami swymi myśli moje, bo Pawełek nie lubi, gdy mu ktoś czytać przeszkadza, bo on to naprawdę lubi. Zdenerwowały, czy nie, coś w Pawełku poruszyły. Zrazu to się na takie pytania protekcjonalnym spojrzeniem reaguje i tyle, kropka, bo co one jakieś nienormalne, że tak pytają, głupie to przecież pytania. Ale po chwili to już się zmienia nieco postać rzeczy i punkt widzenia, jak się pomyśli i przemyśli, no bo rzeczywiście niezwykły to wynalazek, to pismo. I zdolność odczytywania go podobnie cudowna umiejętność. I jak to jest, że jeden coś napisze, drugi przeczyta i już w głowie ma część tego, co ten pierwszy ma w głowie. I też może napisać i przekazać komuś trzeciemu, albo pokazać mu, co pierwszy napisał i on, ten trzeci, też będzie to miał. A ciekawe też to, że niby wszyscy trzej w głowach wtedy to samo mają, przynajmniej w części jakiejś, ale każdy inaczej tę część rozumieć może, inaczej odbierać, i robi się z tego samego co innego, zależnie do czyjej głowy wpadnie.
A wtedy pytanie, czyje jest prawdziwe. Bo niby u każdego świat przedstawia, ale jak każdy inną ma wersję, bo stworzył sobie taką niejako, przeobraził, łącząc z tym co miał wcześniej, to nie znaczy chyba, że trzy światy już istnieją, no bo gdzież by tam, w takie bzdury to Pawełek nie uwierzy. A może jednak? - pytają myśli.
Ciekawe to, ale trudne, za trudne i może nawet niepotrzebne takie rozważania, bo po co to komu, żyć sobie po prostu trzeba i tyle. A nie poddawać w wątpliwość może jeszcze to, że w ogóle się żyje. Jakie to poza tym wszystkim okropne zwracanie się przeciwko Panu Bogu Jedynemu Wszechmogącemu, bezczeszczenie Stwórcy, Sprawiedliwego, a tak młodzieżowo to by można powiedzieć: Zajebistego, czy nawet Wyjebanego W Kosmos, bo przecież należy mu się pochwała, za to chociażby, że takiego Pawełka stworzył, bo tatuś z mamusią to by nie wystarczyli, no gdzie tam, siostra Iwona przecież nauczała w podstawówce, słuchało się grzecznie, to się teraz wie.
Leżę w łóżku, światło już zgaszone, nie przeszkadza, i znowu myśli mnie nawiedzają. Ale teraz się cieszę, bo lubię sobie z nimi porozmawiać, gdy spieszyć się nie muszę, tylko błogo w łóżeczku leżę. Teraz, o dziwo, nie pytają o leżenie bądź myślenie, lecz o dobro i życia sens i takie niełatwe pytania zadają, niebłache poruszają tematy. Po co Pawełek żyje? Siostra Iwona mówiła, że żyje się po to, żeby zbawienia dostąpić, żeby potem żyć wiecznie. Dobrym oczywiście być trzeba wcześniej, przykazania wypełniać, modlić się. Pawełek stara się bardzo, na niebo liczy, bo przecież zasługuje. Co z tego, że papierosy pali? Księża też palą. Napić też się lubi, ale nikt od tego nie stroni, bo co w tym złego, że jak humor ma się nie ten, jak coś gryzie, to sobie człowiek wleje trochę do gardła? Lepiej się poczuje przynajmniej, jak modlitwa nie wystarcza. Albo, gdy jest co świętować, to trzeba oblać, na przykład klasówkę zaliczoną, bo przecież się zasłużyło, bo się nauczyło, albo ściągnęło, ale to też jakiś wysiłek, pomyśleć, pokombinować trzeba.
A to życie wieczne to po co? - pytają dalej. No, tego to już Pawełek nie wie. Ale co to za pytanie. Takich pytań się nie zadaje. Bo wiadomo, że nie będzie co odpowiedzieć. To księdza trzeba się pytać. Chociaż też się nie powinno, bo jeszcze nie będzie wiedział, co rzec i głupio mu się zrobi, i winnym się poczuje, a on przecież boską misję wypełnia.
Z drugiej strony, może to jednak dobre pytanie? No bo rzeczywiście, jakiś sens powinno to wszystko mieć. No, ale to takie wydaje się nierealne, żeby się żyło po śmierci, bo śmierć to jednak śmierć. I jeszcze na wieczność, żeby się żyło. To też nie pasuje, bo i człowiek nie zawsze istniał na Ziemi.
Za trudne to tematy i po co w ogóle te rozmyślania. Uciekam w miłość. O mojej dziewczynie pomyślę. O, lepiej teraz, milej, przyjemniej, cieplej od razu. Po co mam rozważać te problemy egzystencjalne, nawet jeśli bym odpowiedź znalazł, co już mało się wydaje możliwe, bo mądrzejsi próbowali, ale nawet jeśli, to co to da? Szczęśliwszy Pawełek będzie? No chyba nie, więc czy nie lepiej się skupić na tych doczesnych sprawach, takich jak miłość chociażby? Przecież miłość nie jest zła, siostra Iwona kazała, żeby kochać - tak, jak Bóg nas kocha. A nawet jak piekłem ksiądz pogrozi, to właściwie co z tego? Pewności nie ma, że się do piekła pójdzie, nawet ksiądz tego wiedzieć nie może, gdzie Pawełek pójdzie, bo może łaski dostąpi - za to, że bardzo będzie kochał - i do nieba pójdzie. A zresztą, gdzie by nie poszedł, to przynajmniej tu, na Ziemi, teraz, za życia doczesnego będzie szczęśliwy: w tej miłości i dzięki niej.
Zabijają się ludzie, wykorzystują nawzajem, gwałcą, okłamują, złe rzeczy czynią, świat psują, niszczą, Boga nie widać, nie tak, jak w zakonie siostry Iwony. Uciekam w miłość. Miłość do drugiego człowieka. Tam nie ma takich problemów, jest błogo, jest dobrze - jest szczęście.