Wczoraj widziałem kawałek programu Dzień dobry TVN. Dokładnie tej jego części, w której redaktor Rymanowski rozmawia z pięcioma politykami. Tym razem tematem rozmowy było - no co? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o co? O katastrofę smoleńską oczywiście! Dodatkową okazją do kolejnego jej omówienia była ósma miesięcznica wydarzenia.
Pierwszym, co usłyszałem, było emfatyczne i zaiste uderzające w serce ubolewanie, wykonane przez słynącego z arcy błyskotliwych i erudycyjnych puent Genka Kłopotka - parafrazując: Dlaczego ta ofiara była tak wielka? Przyjmując za oczywiste, że trzeba się w bólu z wyznającym go złączyć, pytanie - jak to zrobić? Czy uśmiechnąć się dobrodusznie, pocieszająco, czy może zasmucić solidarnie? Przyznam - pojęcia nie mam; zrobiłem jakąś minę pomiędzy, by było jak najuczciwiej.
Dalej pan, którego kłopoty się nie imają, poprosił - z dodatkiem powątpiewania, że ktokolwiek może mu odpowiedzieć w najbliższych stuleciach - tonem udzielającego kazanie księdza, o wyjaśnienie mu - dlaczego? Dlaczego taką ofiarę złożyć musiał naród polski? I, kto by się spodziewał, bo na pierwszy rzut oka wydaje się to zgoła niemożliwe, z odpowiedzią popędził pan Kalisz. Wyprzedził tych wszystkich smukłych z pozoru, a nawet prognozy Genka, i trzasnął odpowiedzią: Nie były zachowane procedury. Należnie ją oczywiście rozwinął. Ale co z tego? Cóż nam po odpowiedzi spójnej logicznie, słusznej merytorycznie, której racjonalności nie przesłania nawet seplenienie wypowiadającego, gdy brak w niej wrażliwości?
Nadeszła kolej na pana Grasia. Wypomniał ów Jarkowi K. nie tylko chłodną, ale i zimną (powiedział dokładnie: chłodną i zimną) kalkulację z 10 kwietnia br., czy opłaca się przyjąć kondolencje od pana Putina. To rozłożyło mnie już zupełnie. Oto nawet Jaruś, przykład szeroko rozwiniętej empatii, ostoja słodkiego patosiku, okazał się bezdusznym stworzeniem!
Czary goryczy dopełnił, czy wręcz przepełnił ją, jakiś pan, którego nie znam, pewnie Niewiadomokto, oskarżając pana Grasia o to, że on i ludzie, z którymi współpracuje pozbyli się już nie tylko wrażliwości, ale i maski ją sugerującą. A pan Paweł, podobnie jak wcześniej pan Genek, nie bronili nawet swych zacnych person przed zdaniami ciał obcych!
Gdy taki wrażliwości brak, kto się przejmie i zajmie pokaleczonymi drogami, poszarzałym śniegiem czy kulejącymi pociągami?