wtorek, 9 listopada 2010

Ajskrimistka

    Od kilkuset lat kobiety zapładniane są spermą z banków nasienia. Zapłodnienie przez stosunek płciowy jest zabronione. Wynikło to z opanowania świata nową religią - Ajskrimizmem, która uznaje stosunek seksualny za niedopuszczalny. Panuje propagowane przez nią powiedzenie: W czystym ciele czysty duch.
    Mężczyźni mogą onanizować się pierwszego dnia co piątego roku. Spermę muszę umieścić w pojemniku i przekazać do banku. W ten sposób nie zagraża się ciągłości gatunku. Małżeństwo może złożyć wniosek z chęcią kobiety do zajścia w ciążę. Po wstępnym jego przyjęciu przeprowadza się dokładne badania narządów płciowych zgłoszonej. Jeśli biologicznie może zajść w ciążę, a jej narządy nie są w żaden sposób naruszone, czyli nie miała nigdy stosunku, zezwala się na zapłodnienie - pierwszego dnia w roku.
    Wszystkie dzieci rodzą się we wrześniu, wszyscy obchodzą wspólne urodziny. To kolejny dogmat Ajskrimizmu. Ostatniego dnia dziewiątego miesiąca we wszystkich miejscach na świecie odbywa się wielka urodzinowa ceremonia. Poseł - odpowiednik katolickiego proboszcza - osobiście składa każdemu życzenia i całuje w czoło. Tak bliskie doznanie fizyczne jest dozwolone tylko przy tej okazji. To najpiękniejsze doświadczenie - podczas największego święta.
   
    Kobiety nie mogą się onanizować. W pierwszym miesiącu co piątego roku, tego w którym mężczyźni składają swoje DNA do banków, odbywają się obowiązkowe badania. Jeżeli podczas badań ginekologicznych zostanie zauważone jakieś naruszenie, nie tylko zabrania się takiej osobie zajścia w ciążę - oprócz tego staje się banitką.
    Energia buzująca w organizmie niezaspokajającym popędu płciowego wykorzystywana jest w pracy. Gdy u kogoś zaobserwuje się obniżenie poziomu wykonywanych obowiązków, przeprowadza się test pozwalający wykazać złamanie przysięgi.
    Nieprawidłowości zdarzają się rzadko. W światowym społeczeństwie przeważa ilość przykładnych wierzących. Jeśli ktoś nie wytrzymuje i łamie zasady, kończy się to zwykle jego wygnaniem.

    Gdy Liza przyszła na świat, niczym się nie wyróżniała. Jak to za niemowlęctwa. Po paru latach zaczęła się uwidaczniać jej niepospolita uroda. W tych czasach uznawano ją za zły omen. Ajskrimizm uważał piękną urodę ludzką za nieetyczną i znieważającą to, czego bronił.
    Liza wyrosła na piękną kobietę o gęstych blond włosach, pełnych ustach, kształtnych piersiach i zgrabnej sylwetce. Skończyła szkołę z dobrymi wynikami. Pracowała w archiwum jednego z banków nasienia. Dostała odpowiedzialną funkcję w postaci porządkowania katalogów, sprawdzania czy wszystko działa jak trzeba - tak, by nie okazało się, że jakaś kobieta urodzi dziecko zupełnie niepodobne do jej męża.
    Czasami musiała zejść do magazynu, by skontrolować sytuację, sprawdzić to czy owo.
    Raz, obserwując półki z pojemnikami ze spermą, poczuła delikatny, nieznany jej, zapach. Polegając na swym nosie, starała się zlokalizować miejsce, z którego dochodził. Im bardziej się zbliżała, tym dziwniejszy ogarniał ją stan. Nigdy nie czuła czegoś takiego.
    Wreszcze udało się jej odnaleźć tajemniczy obiekt - był to rozszczelniony pojemnik z nasieniem. Gdy wzięła go do ręki, nowe uczucie sięgało zenitu.
    Otworzyła słoiczek, przez co zapach nasilił się jeszcze mocniej. Ciekawość wespół z podnieceniem kazały jej wyciągnąć palec do odsłoniętej gęstej cieczy, dotknąć jej i w końcu posmakować. Potem dwa palce. Wylizała je dokładnie wkładając sobie do ust. Aż wreszcie przechyliła pojemnik nad ustami i wylała zawartość na język. Delektowała się przez chwilę odkrytym smakiem, po czym przełknęła.

    Po tym niesamowitym wydarzeniu często szukała pretekstu, by odwiedzić magazyn. Później robiła to bez żadnych oficjalnych przyczyn. Nie czuła wstydu przed samą sobą, nawet się nie zastanawiała. Stała się szczęśliwsza. Sprawiało jej to taką przyjemność, że nie przyszło jej do głowy psuć sobie nastroju przemyśleniami, czy nie robi czegoś złego.
    W magazynie nic nie zauważono, w końcu to ona opiekowała się jego zawartością. Nikt nic nie wiedział.
    Dostała propozycję awansu połączoną z przeniesieniem, po którym straciłaby możliwość zapędzania się do magazynu. Odmówiła. Zdziwiono się jej decyzją. Tłumaczyła, że nie chce się przenosić, dobrze jej tam, gdzie jest.
    Po tej sytuacji zaczęła się frapować, czy w jakiś sposób nie szkodzi swoją manią. Jednak pomimo tego, że naszły ją refleksje, nie przestawała.
    Stało się to jej nałogiem.
    Po pewnym czasie nie potrafiła przeżyć bez tego choćby dnia.

    W mieście, na które przypadał bank nasienia, w którym pracowała Liza, zauważono znaczący spadek liczby urodzeń w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie przejęto się tym, uznając, że to skutek mniejszej liczby chętnych do powiększenia rodziny.
    Liza zdenerwowała się, że może to być powodem jej tajemnych upodobań. Później podświadomie oszukiwała się, że oficjalne wyjaśnienie jest słuszne. I upajała się dalej.
    Otrzymała kolejną propozycję awansu. Tym razem bez przeniesienia i ze skokiem zawodowym, bo na dyrektor banku.
    Rok później spadek był drastyczny. Poproszono dyrektor banku nasienia o szczegółowy raport z ostatniego roku. Liza nie pozwoliła zarządowi miasta martwić się w najmniejszym stopniu, zapewniając solennie, iż wszystko ma się jak należy.
    Tak zaimponowała zarządowi swoim sprawozdaniem, że pochwalono ją w ministerstwie. Starała się robić jak najlepsze wrażenie, wypełniać swoje obowiązki i zdobywać zaufanie ludzi.
    Kończyła się kadencja obecnego prezydenta miasta. Przy obsadzaniu tej funkcji nie stosowało się wyborów demokratycznych, chętni nie mogli się nawet zgłosić na kandydata. Zostawała wybierana osoba, która najlepiej sprawowała się przez minione dwa lata na  stanowisku dyrektora. Jakiś wiceminister w imieniu prezydenta państwa wybierał kogoś spośród dyrektorów i dyrektorek danego miasta. Wybraniec zatrzymywał poprzednią posadę, by nie pozbawiać miasta świetnego dyrektora, a do niej dodawano obowiązki prezydenta miasta, które pełniło się dożywotnio, chyba, że społeczeństwo domagało się zmiany prezydenta na podstawie niepokojących wydarzeń.
    Wybrano Lizę.
    Nie musiała się już obawiać niczego.
    Gdy kolejnego dziewiątego miesiąca roku nie urodziło się żadne dziecko, użyła swego nieetycznego wdzięku, wyjaśniła szokujące zjawisko małymi problemami technicznymi w banku nasienia i ludzie dalej byli spokojni. Rok później sytuacja powtórzyła się. Liza nie pozwoliła, by jakaś niesprzyjająca jej informacja przeciekła wyżej. Na wszelki wypadek miała wymyśloną reakcję, która nie mogła jej zawieść.
   
    Tak mijały lata, w ciągu których Liza poiła się podnieceniem i - spermą. W ten sposób, w ciągu swego długiego życia, doprowadziła do zacofania i obumarcia miasta, aż w końcu do jego zupełnego zniszczenia.

6 komentarzy:

  1. Na życzenie współczłonka K.P.W.K. bez zmian.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pana prezesa założyciela, chciałeś chyba napisać :P

    OdpowiedzUsuń
  3. to straszne. tylko czemuż to była blondynką? z tego mogłaby być niezła powieść. tak zaczęło się interesująco, po czym nagle skończyło. a chciałoby się poczytać dalej i więcej !

    OdpowiedzUsuń
  4. Może kiedyś rozbuduję. Dzięki za radę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście, to pasowało by na dłuższą historię.
    Tyle że jak dla mnie troche zbyt dziwne i obrzydliwe. Skąd taki pomysł?
    - W.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze mówiąc - nie mam pojęcia. Powstała w mojej głowie taka dziwna idea, a że akurat byłem w pobliżu komputera, spisałem ją. W międzyczasie pojawił się pomysł krytyki ograniczania naturalnych popędów. I to chyba tyle. Ale skąd się wzięło takie tego przedstawienie? Można to chyba tłumaczyć tylko ogólną dziwnością autora.

    OdpowiedzUsuń