środa, 17 listopada 2010

Chuligani w kapciach

    Internet to bez wątpienia wspaniały wynalazek. Niesamowicie ułatwia i przyspiesza komunikację - fundament dobrze działającego społeczeństwa - niezbędną w przyjaźni, jak i w sprawach zawodowych. To miejsce usprawniające edukację, dążenia do samorealizacji, rozwoju czy wystawianie się na krytykę, potrzebną przy tym ostatnim (czego przejawem jest chociażby niniejszy blog). W sieci można uzyskać pomoc na przeróżne tematy, poznać przyjaciół, a nawet miłość.
    Co więcej, Internet pozwala nam być tym, kim chcemy, a nie jesteśmy w rzeczywistości. Możemy nie tylko tworzyć profile z wymyślonymi danymi osobowymi, lecz nawet wyprodukować od podstaw nową personę, która mimo braku rzeczywistego, fizycznego odzwierciedlenia, po zalogowaniu będzie robiła furorę. To ważna cecha. Np. udzie nieśmiali mają okazję się wypowiedzieć; łatwiej też nawiązać kontakt.
    Ale.
    Internet to także otoczenie sprzyjające szerzeniu nienawiści i przemocy. Skrajnymi tego skutkami są strony nazistowskie, nawołujące do Białej Rewolucji. Z nimi stykamy się rzadko, jednak wiele przejawów agresji spotykamy na co dzień. Są one niby słabsze, delikatniejsze i mniej skuteczne. Patrząc na jednostki, owszem. Lecz gdy ująć je razem, obraz staje się okrutny. Są wszędzie. Te, z którymi mamy kontakt najczęściej, znajdują się na stronach przeznaczonych do koleżeńskich kontaktów.
    Na portalach społecznościowych możemy podzielić się z innymi naszymi myślami, zainteresowaniami, przygodami, zdjęciami. To skromny zarys możliwości, bo w sieci dane nam jest także umieszczać choćby upokarzające filmy, które czasami kończą się tragedią (wszyscy znamy historię dziewczynki sfilmowanej przez rówieśników, którzy potem publicznie pochwalili się swym nagraniem).
    To już przykład z węższej grupy niż ten z White Power, jednak podobnie skrajny. Są one przerażające, ale łatwość w szerzeniu nienawiści jeszcze wyraźniej obrazują zwykłe komentarze: pod zdjęciami, statusami, publikacjami. Lepiej uwidaczniają negatywną cechę Internetu dzięki swej liczebności. Roi się od nich niemal wszędzie. Nietrudno natknąć się na złośliwy komentarz pod zdjęciem na gronie czy wpisem na facebooku. Powtarzam: takie zjawiska wydają się nieznaczącymi, gdy widzimy je odosobnione, łącznie sprawiają zupełnie inne wrażenie.
    Śmiało można powiedzieć, że nienawiść przeniosła się do sieci (nie oznacza to wszelako jej eliminacji z “realu”). Tutaj łatwiej ją manifestować. Internauta czuje się bezkarnie obrażając innego, jakby nie było, publicznie. Nie musi patrzeć adwersarzowi w oczy, żeby sprawiać wrażenie twardziela. Ponadto może to robić anonimowo.
    Trzeba podkreślić, abstrahując nieco od tematu agresji, że użytkownik witryny internetowej może wypowiedzieć się na każdy temat, nie mając o nim najmniejszego pojęcia. I zdobyć popleczników. Takie wolność i swoboda bardzo kuszą.
    Wydaje mi się, że w sieci zachowania negatywne są szerzej rozpowszechnione niż w rzeczywistości. Wynika to na pewno z wyżej nakreślonych, wygodnych przymiotów tejże sieci. Co, wobec tego, takimi ludźmi kieruje? Przykre, upokarzające dzieciństwo? Brak sprecyzowanych ambicji, prowadzący do frustracji? A może zazdrość? Każdy z tych, i wielu innych, elementów gra odpowiednią rolę wśród powodów, którymi motywowani są chuligani w kapciach.
    Mimo wszystko przemoc internetowa wydaje mi się wciąż mniej szkodliwa (cóż za groteskowe określenie dla przemocy) od tej z ulicy (szkoły czy pracy zarówno). Fizycznie jest tak z pewnością, bo łatwiej sprowokować kogoś do ciosu w twarz niż doprowadzić się do podcięcia żył. Co do psychiki mam pewne wątpliwości, ale myślę, że na obecnym stadium rozwoju społeczności internetowych i przekonywania się ludzi do nich, mocniej jeszcze przejmujemy się doznaniami bez pośrednictwa monitora.
    Lecz wolę już te groźniejsze dla zdrowia przejawy emocji, gdyż są one jakby prawdziwsze. Filister nie odważy się wymądrzać na nieznany mu temat, kurczak nie będzie udawał twardziela. Gdy ktoś rzeczywiście chce być w czymś mocny, musi postarać się bardziej od tego, który ciska w kogo popadnie anonimowymi, nie związanymi z niczym oprócz jego psychiki, bluzgami.

6 komentarzy:

  1. Napisałeś na temat, który przewałkowała już chyba każda osoba używająca internetu. Nie lubię Cie. Nie lubię stylu Twoich wypowiedzi i zachowania. Nie lubię tego, jak nazywasz ludzi bandą idiotów, nie lubię tego, że nazywasz ich karierowiczami. Czegokolwiek by nie robili, to mimo wszystko żadna praca nie hańbi. Jeszcze raz się zapytam. Cóż takiego Ty osiągnąłeś w swoim życiu, że śmiesz tak nazywać innych? W żadnej mierze nie czuje się hejterem. To bardziej Ty nim jesteś krytykując społeczeństwo, do którego sam należysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz brak oryginalności.
    Nie generalizuj. Nie wszystkich ludzi nazywam karierowiczami (idiotami podobnie). Zaznaczyłem to w ostatniej odpowiedzi na Twój (w domyśle) komentarz. Nie twierdzę, że jakaś praca hańbi, lecz pewne nastawienie do niej. Na Twoje pytanie już odpowiedziałem. Nie mogę ocenić, czy jesteś hejterem, bo nie wiem, które komentarze są Twoje ("anonimowy"), powyższego nie uważam za wypowiedź hejtera. Ja natomiast, czuję się bardziej krytykiem, niż hejterem. To trochę co innego. Uważasz, że powinno się z uśmiechem przyjmować wszystko, co pokazuje społeczeństwo (np. okrutnie mała średnia książek czytanych przez Polaków)? Bez krytyki nie ma zmian i postępu.

    OdpowiedzUsuń
  3. myślę, że po przeczytaniu kilku książek nikt nie będzie mądrzejszy, bo co ma mądrość wspólnego z przeczytaniem jakiś, często żałosnych, przygód jakiegoś wyimaginowanego bohatera w jakimś wyimaginowanym świecie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście, zależy jakie książki się czyta. Np. od tych pióra, czy raczej marnego długopisu, Stephenie Meyer się nie zmądrzeje.
    Książki są wytworem ludzi, żyjących na Ziemi (przynajmniej te, które czytamy), zatem z samej definicji nie mogą nie mieć nic z naszym światem wspólnego. Każdy bohater i każdy świat książkowy jest wynikiem syntezy doświadczeń, przemyśleń i fantazji autora, które wszystkie dotyczą świata. Czym jest mądrość? Mądrość można opisać krótko: połączenie inteligencji z wiedzą (czyli np. umiejętność analizy doświadczeń). Wtedy jej związek z książkami jest oczywisty.
    Najlepiej sprawdź sam/a, ale czytając nie kilka, a nieco więcej książek.

    OdpowiedzUsuń
  5. W rzeczy samej. Mam na myśli tekst o nienawiści w internecie. Temat może niezbyt oryginalny, ale ważne, że przekaz dobrze ujęty i ogólnie podoba mi się to, że w ogóle chciało Ci się produkować na temat czegoś tak powszechnego. Bo w gruncie rzeczy te najbardziej oklepane tematy są materiałem do polemiki bez końca. Ponadto - tyle opinii, ile ludzi, więc moim zdaniem bardzo dobrze, że tę nienawiść w internecie "poruszyłeś". Ostatnio, będąc na obcej ziemi, internet doceniam bardziej niż zwykle. Wiadomo, kontakty z przyjaciółmi można utrzymać, Google Translator (Bogu dzięki) wiem, co dzieje się w Ojczyźnie (chociaż czasami wolałabym nie). Ale zaczęłam zauważać też tę żółć, która z niektórych wypowiedzi się wylewa. To naprawdę okropne, że w ludziach ta nienawiść siedzi. To znaczy, nie od dzisiaj wiadomo, że sznurek ma dwa końce, medal dwie strony, i tak dalej. Jak napisałeś, internet jest świetnym miejscem do wyładowania się, wyżycia na innych anonimowo. Myślę, że wynika to z tego, że coraz mniejszą uwagę zwracamy na konsekwencje, najpierw robimy, potem myślimy. Wszystko jest dla ludzi, tylko ludzie muszą wiedzieć, jak ze wszystkiego korzystać. To jest ten haczyk. Ktoś bezmyślnie napisze coś na forum czy portalu społecznościowym, szybko zapomni, a inny będzie się przejmował całymi dniami. Myślę, że wszystko wynika po prostu z braku odpowiedzialności. I z tego, że w internecie nie zawsze trzeba ją na siebie brać.
    Moim zdaniem tekst fajny (nie cierpię tego słowa, ale "dobry" brzmi nieco grubiańsko, a "interesujący" to nie słowo, którego szukam). Motywuje mózg do pracy.
    A propos tekstów. Pozwól, że wrzucę moje wszystkie przemyślenia do jednego komentarza, bo jak zacznę pisać trzy oddzielne, to jestem pewna, że żadnego nie skończę. Wprawdzie na filozofii się nie znam, jestem tylko przyjaciółką Twojej siostry, ale to w sumie czyni mnie przeciętnym czytelnikiem, więc pozwolę sobie zostawić tu coś od siebie.
    "Artysnob", którego miałam okazję przeczytać już wcześniej, genialny. Podoba mi się wszystko. Pomysł, forma, język, styl. Opowiadanie z cyklu "Marzenia" do mnie nie trafia w ogóle. Rozumiem zamysł, ale samo wyrażenie "świat wyidealizowany" (z jakim mamy przy marzeniach styczność) mnie odrzuca. Dochodzi do tego siedzenie na fejsbuku (czemu, czemu spolszczone?). Nie wiem, po prostu nie przypadło mi do gustu zupełnie. (Chociaż zdanie o bracie w Japonii i siostrze we Francji było cudne). "Ajskrimistka" świetna. Przyjemnie by było zobaczyć kiedyś jakiś dalszy ciąg, rozwinięcie. Styl kojarzy mi się trochę z Orwellem, ale, jak napisałam wyżej, ja się nie znam. Pomysł spodobał mi się ogromnie (oglądałeś może film "Gattaca"?), cudowny, naprawdę, i ten klimat miasta, które wyginęło przez brak spermy. Zniszczone, puste miasta są świetne. Podoba mi się całe tło wydarzeń, styl. Co ja się będę produkować, podoba mi się wszystko. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie Ci wena i ochota na napisanie kontynuacji albo czegoś podobnego.
    "W poszukiwaniu sensu życia" jeszcze nie przeczytałam, ale kiedy się zbiorę, na pewno zostawię komentarz.
    Ach, no i jeszcze - "cytaty na dziś" są świetne.
    (och, podpisałam się imieniem i nazwiskiem, jak formalnie, jak dojrzale)
    Czekam na więcej Twoich tekstów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podzielam awers do słowa "fajny".
    Co do "Marzeń" - jestem marzycielem. Uwielbiam leżąc w łóżku czy jadąc pociągiem wyobrażać sobie, jak mogłoby wyglądać moje życie, gdyby...
    Dlaczego spolszczony facebook? To chyba forma kontry na zangielszczanie wszystkiego co się da. Polacy nie gęsi, swój język mają. Pomimo, że nie cierpię polskiego braku solidności (etece, etece), trochę patriotyzmu we mnie siedzi.
    Kolejna mobilizacja do poświęcenia większej ilości czasu na "Ajskrimistkę" i rozbudowanie tej historii.
    Właśnie! Cytaty! Ostatnio ich brakuje. Może to dlatego, że na chwilę odłożyłem Singera, który jest ich istną kopalnią.
    I, cóż, dziękuję za pochwałę. A właściwie za napisanie w ogóle, to dla mnie ważne (stąd ten blog, co bezustannie powtarzam).
    I pozdrawiam Danię - z Syreniego Grodu, stolicy i miasta pokus.

    OdpowiedzUsuń